Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

niedziela, 28 lutego 2016

Od Kaoru

Wróciłam do pokoju już długo po drugiej rano. Rzuciłam się na łóżko, nawet nie zdejmując butów. Usnęłam po całym ciężkim dniu. Najpierw szkoła, później praca, a na sam koniec polowania. Normalnie świetnie!
***
Pip, pip, piiiippp! Budzik najwyraźniej nie chcę bym spała dłużej. Siódma rano. Boże, ja nie chcę.... Ale muszę.. Zwlekłam się niezgrabnie z łóżka.
- Dzień dobry, nienapisane wypracowanie... - spojrzałam na pustą kartkę leżącą na biurku. - Nie zdążę. Dobra, po prostu nie napiszę...
Szybki prysznic, spakowanie się i przebranie w czyste ubrania. Wyszłam z pokoju. Siódma czterdzieści. O ósmej mam pierwszą lekcje. Spóźnię się na bank. Będę musiała iść na skróty przez 9. dzielnicę. Ale zapewne spotkam Tazune. Jednak postanowione. Wolę spotkać Tazunę niż wkurzoną historyczkę. Ruszyłam biegiem przez ciemne uliczki. Nie lubię chodzić centrum. Za dużo tam ludzi. Dzielnica 9. Jakoś tu dziwnie spokojnie. Nie wyczuwam obecności jakiegoś Ghula. Tazuna musiał gdzieś iść. Uśmiechnęłam się do siebie. Szczęście nie trwało długo. Mocny zapach wskazywał, że chłopak jest gdzieś blisko. Przyśpieszyłam, ale na próżno.
- Co ty tu robisz? - mruknął niezadowolony, zagradzając mi drogę swoim kijem.
Siódma pięćdziesiąt. Muszę wymyślić coś głupiego...
- Ach.. Tak.. - rozejrzałam się szukając wymówki. - Masz coś na twarzy.
Zbliżyłam się.
- To ból! - uderzyłam go w czoło z pięści i uciekłam, a właściwie wycofałam się z godnością.
Tazuna upadł na ziemię, chyba nie miał zamiaru mnie gonić i dobrze! Za minutę dzwonek. Dobiegłam pod salę. Kazuma już tam siedział i czekał na mnie.
- Co tak długo? - zapytał z lekkim uśmiechem.
- Nie pytaj. Budzik mi się popsuuułłł... - ziewnęłam pod koniec
- Albo za długo balowałaś. Chodź. - zadzwonił dzwonek i weszliśmy do sali.
Siedliśmy na swoich miejscach. Pani zaczęła coś tłumaczyć. Jednak ja byłam całkowicie skupiona na czymś innym. Głód. Jestem głodna! By jakoś zatamować chęć mordu, zaczęłam gryźć ołówek. Nie był dobry, ale wyglądało to nawet normalnie. Nagle kaszlnęłam, bo trochę zadławiłam się kawałeczkiem drewna.
- Coś się stało? - szepnął do mnie Kazuma
- Nie, nic... - odkaszlnęłam, ale szybko zamilkłam. Nauczycielka patrzyła na nas. Ona wyczuwa strach... Przeciągnęłam się i ziewnęłam. Podparłam głowę na rękach. W końcu zadzwonił dzwonek. Resztę lekcji przeżyłam bez problemu.
- Masz może ochotę iść ze mną na kawę? - zapytał Kazuma - Dawno nigdzie nie wychodziliśmy razem.
- No nie wiem... - przewróciłam oczami - Mogę..
Byłam głodna, ale muszę się powstrzymywać.
- Cieszę się, tutaj w pobliżu jest kawiarenka. Idziemy tam?
Raczej nie mam wyboru..
- Oczywiście - uśmiechnęłam się
Kazuma zadowolony spakował ostatnie książki i wyszedł z budynku szkoły. Ja za nim. Poszliśmy do kafejki, gdzie zamówiłam kawę, a mój towarzysz domówił kanapki. Jak on może to jeść.. Na zamówienie długo nie czekaliśmy. Kilka chwil później kelner przyniósł nam zamówienia. Zaczęłam popijać wolno kawę.
- Na pewno nie jesteś głodna?
- Przecież wiesz, że nie, zjem coś w domu - mruknęłam
Kazuma skrzywił się po czym podsunął mi kanapkę pod nos.
- Wiem, że chcesz! - uśmiechnął się szeroko
No co miałam zrobić? Ugryzłam. Od razu połknęłam, ale pozornie starałam się udawać, że to żuję.
- I jak? Smakuje ci?
- Tak, przepyszna - warknęłam
Dzień się powoli kończył. Kazuma zaproponował, że odprowadzi mnie do domu. Przecież ja powinnam bardziej odprowadzać go. Pod moim domem zostawił mnie i odszedł. Trochę się o niego bałam, mam nadzieję, że nie umyśli mu się coś i wróci przez jakąś główną ulicę, a nie boczną dzielnicę. Przytuliłam go na pożegnanie. Tak po przyjacielsku oczywiście. Jeszcze przez chwilę śledziłam go wzrokiem, po czym wróciłam do pokoju. Zostawiłam plecak i wzięłam swoją maskę. Przyszła pora na polowanie. Uśmiechnęłam się do siebie i wyskoczyłam z pokoju przez okno. Na
mojej 7. dzielnicy nie jest ciężko kogoś upolować, ale dziś nie miałam szczęścia. Łaziłam tu i tam. Ludzi było jak zwykle w bród, jednak na środku ulicy nikogo nie złapię. Weszłam w boczną alejkę  lekko wkurzona i coraz bardziej traciłam nad sobą kontrole, Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę. Wysoki mężczyzna uśmiechający się do mnie złośliwie. A więc jakiś zboczeniec, tak?
- Co, panienka, robi tak sama? - usłyszałam jego dziwny głos
Odwróciłam się twarzą do niego. Zobaczył maskę i cofnął się, zdając sobie sprawę kim jestem. Za późno na ucieczkę. Mój Kagune już dawno ukazał się w pełnej okazałości. Skrystalizował się i kilka strzał i mężczyzna był mój. Ciepła, słodka krew nadawała pysznego smaku mojej ofierze. Po skończonym posiłku wróciłam do pokoju. Jutro była sobota, więc muszę iść do pracy.
Rankiem przeciągając się założyłam czyste ubrania, nie upaprane krwią. Wyszłam do pobliskiej pizzerii. Założyłam mój fartuszek i zaczęłam zbierać zamówienia. Tak do nocy, bo pizzeria jest czynna do 22. Roznoszę zamówienia, przyjmuję je, nic nowego. Każdy dzień tak wygląda, zabawa rozpoczyna się nocą. Gdy wszyscy ludzie wyszli, Ghule mieszkające w pobliżu zostały jeszcze na kawę. Taisho siedział samotnie przy stoliku popijając ją. Ryunosuke siedział z Tazuną. Na szczęście trzymali się ode mnie z daleka. Tai pomagała mi parzyć kawę. Arya wraz z Kayoko weszły do budynku ostatnie. Przyniosłam im kawę. Brakowało tylko jednego. Ereden zapewnię siedzi w biurze. Kayoko  spojrzała na mnie z pogardą, gdy oznajmiłam reszcie, że idę zanieść mu kawę. Szłam wolnym krokiem przez puste korytarze, aż dotarłam do biura. Mechaniczne drzwi były otwarte.
- Cześć, Ereden - przywitałam się
- Um.. Cześć.. - odwrócił się gwałtownie w moją stronę
Podałam mu filiżankę.
- Zaraz wszyscy wychodzimy do klubu, idziesz z nami?
<Ereden?> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz