Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

czwartek, 10 marca 2016

Od Tai

Jest niedziela piąta rano,jestem w swoim domu na 6 dzielnicy. O 8:00 muszę iść do pracy. Do kawiarenki na 13 dzielnicę ( 7 dzielnic do przejścia, ale mam skrót).

***

Pip,pip,piiiiipp! Budzik budzi mię o szóstej rano bo muszę się wyszykować i przygotować. Gdy wreszcie wstałam z łóżka poszłam do łazienki. Po wyjściu z niej byłam gotowa do pracy. Wzięłam potrzebne rzeczy i ruszyłam moim skrótem. Niestety przez 9 dzielnicę. Ale sobie poradzę. Byłam już 10 metrów od dzielnicy dziewiątej. Nie miałam ochoty nią chodzić, ale co poradzić. Nagle Tazuna wyszedł zza ślepej uliczki.
- Czego tu szukasz? - zapytał z dziwnym wyrazem twarzy.
- Na pewno nie ciebie! - powiedziałam sarkastycznie.
- Pożałujesz! - zabrzmiało groźnie, ale dam rade.
Zanim cokolwiek zrobił podskoczyłam i wbiegłam na dach. Ominęłam go. (Stał metr ode mnie.) Byłam już pod kawiarenką gdy nagle naskoczyła na mnie Miwako. (Bo ze mną pracowała w kawiarence.) Po godzinie dwunastej do kawiarni wszedł Takeshi. Na początku go nie zauważyłam. Gdy byłam przy ladzie podając Miwako zamówienie. Ktoś podszedł do lady, odwróciłam się był to nie kto inny jak Takeshi.
- Dzień dobry  - powiedział.
- Dzień dobry... - odpowiedziałam. Dopiero wtedy podniosłam wzrok od zeszytu. Czułam że robią mi się rumieńce.
- Poproszę kawę - powiedział Takeshi.
- D-d-dobrze - jęknęłam - Już podaję.
Podeszłam do Miwako i podałam jej zamówienie. Miwako podała mi zamówienie, a ja podałam je Takeshi'emu.
- Dziękuję, ile płacę? - zapytał.
- 3.50 jena - odpowiedziałam.
Podał mi pieniądze i odszedł. Była godzina 21, a kończyłam o 22. Miałam się powoli zbierać, ale nagle przez drzwi weszła Kaoru.
- Hej... - uśmiechnęła się niepewnie
- Cześć! - odwzajemniłam uśmiech.
- Jak tam? - zapytała Kaoru.
- Dobrze! -  odpowiedziałam - A u ciebie?
- Nawet, nawet - mruknęła - Zaraz muszę uciekać do pizzerii.
- Rozumiem!
- To na razie - powiedziała wychodząc.
- Pa - zawołałam.
Po wyjściu Kaoru wyszła też Miwako.
- Pa Tai - powiedziała - Pozamykasz, tak?
- Jasne, pa - odpowiedziałam.
Gdy Miwako wyszła, ja zaczęłam też się zbierać. Wzięłam moje rzeczy i zamknęłam kawiarnię. Śpieszyłam się do domu, bo jeszcze nic nie jadłam. Więc gdy weszłam do domu rzuciłam rzeczy na kanapę w salonie. Wzięłam maskę z pokoju i wyskoczyłam przez okno. Biegłam ślepą uliczką gdy nagle zobaczyłam mężczyznę. Widać było że chodzi na siłownię (tym lepiej). Nie wytrzymałam i rzuciłam się na niego. Jego krew była pyszna i soczysta. Po posiłku wróciłam do pokoju. Walnęłam się na łóżko i zasnęłam.

wtorek, 1 marca 2016

Od Eredena C.D. Kaoru

- Nie mogę, dobrze o tym wiesz... - powiedziałem, wracając do kamer.
- Przecież masz jeszcze godzinę - zauważyła.
- Nie chcę siedzieć w towarzystwie tego czegoś - wskazałem na plakat z kilkoma maskotkami pizzeri. W dzień zabawki, w nocy potwory. Jakby została tutaj na noc, może by zrozumiała. Kaoru wyszła, razem ze wszystkimi. Zamknąłem drzwi i wróciłem do biura. Towarzyszył mi jedynie wiatrak. Całe pięć minut wpatrywałem się w robota, który stał w kącie jadalni. Miałem wrażenie, że się poruszył, jednak uznałem to za przewidzenie.
- Ale z ciebie tchórz, Ereden... - szepnąłem do siebie. Zacząłem się śmiać. To przecież tylko maskotki... albo roboty... Kto wie, kto wie... Usłyszałem szybki oddech i zacząłem sprawdzać kamery, zamknąłem też drzwi. Obok drzwi stał jakiś człowiek. Najpewniej dziewczyna. Otworzyłem drzwi.
- BUUUU! - do biura wpadła Kayoko. - Jak tam? - uśmiechnęła się.
- Musisz? Nie pomagasz, poza tym, nie wolno ci tu być - powiedziałem, ciągnąc ją za rękę w stronę wyjścia.
- No nie bądź taki, nie mogę ci jakoś pomóc? - chyba ona nie do końca wie, na czym polega moja praca.
- Pewnie po prostu nie wyszłaś z innymi, ale, pomożesz mi wychodząc... - powiedziałem, wypychając dziewczynę za drzwi. Reszta nocy minęła spokojnie. Gdy wróciłem do mieszkania, od razu poszedłem spać, jednak godzinę później obudziło mnie pukanie do drzwi. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem Kayoko.
- Kayoko, daj mi się wyspać... - mruknąłem.
- O, no tak... - powiedziała zasmucona, po czym odeszła. Wróciłem do łózka, jednak znowu obudziło mnie pukanie do drzwi.
- CZEGO?! - wrzasnąłem, gdy tylko otwarłem drzwi. Kaoru? Co ona tu robi?

<Kaoru?>

niedziela, 28 lutego 2016

Od Kaoru

Wróciłam do pokoju już długo po drugiej rano. Rzuciłam się na łóżko, nawet nie zdejmując butów. Usnęłam po całym ciężkim dniu. Najpierw szkoła, później praca, a na sam koniec polowania. Normalnie świetnie!
***
Pip, pip, piiiippp! Budzik najwyraźniej nie chcę bym spała dłużej. Siódma rano. Boże, ja nie chcę.... Ale muszę.. Zwlekłam się niezgrabnie z łóżka.
- Dzień dobry, nienapisane wypracowanie... - spojrzałam na pustą kartkę leżącą na biurku. - Nie zdążę. Dobra, po prostu nie napiszę...
Szybki prysznic, spakowanie się i przebranie w czyste ubrania. Wyszłam z pokoju. Siódma czterdzieści. O ósmej mam pierwszą lekcje. Spóźnię się na bank. Będę musiała iść na skróty przez 9. dzielnicę. Ale zapewne spotkam Tazune. Jednak postanowione. Wolę spotkać Tazunę niż wkurzoną historyczkę. Ruszyłam biegiem przez ciemne uliczki. Nie lubię chodzić centrum. Za dużo tam ludzi. Dzielnica 9. Jakoś tu dziwnie spokojnie. Nie wyczuwam obecności jakiegoś Ghula. Tazuna musiał gdzieś iść. Uśmiechnęłam się do siebie. Szczęście nie trwało długo. Mocny zapach wskazywał, że chłopak jest gdzieś blisko. Przyśpieszyłam, ale na próżno.
- Co ty tu robisz? - mruknął niezadowolony, zagradzając mi drogę swoim kijem.
Siódma pięćdziesiąt. Muszę wymyślić coś głupiego...
- Ach.. Tak.. - rozejrzałam się szukając wymówki. - Masz coś na twarzy.
Zbliżyłam się.
- To ból! - uderzyłam go w czoło z pięści i uciekłam, a właściwie wycofałam się z godnością.
Tazuna upadł na ziemię, chyba nie miał zamiaru mnie gonić i dobrze! Za minutę dzwonek. Dobiegłam pod salę. Kazuma już tam siedział i czekał na mnie.
- Co tak długo? - zapytał z lekkim uśmiechem.
- Nie pytaj. Budzik mi się popsuuułłł... - ziewnęłam pod koniec
- Albo za długo balowałaś. Chodź. - zadzwonił dzwonek i weszliśmy do sali.
Siedliśmy na swoich miejscach. Pani zaczęła coś tłumaczyć. Jednak ja byłam całkowicie skupiona na czymś innym. Głód. Jestem głodna! By jakoś zatamować chęć mordu, zaczęłam gryźć ołówek. Nie był dobry, ale wyglądało to nawet normalnie. Nagle kaszlnęłam, bo trochę zadławiłam się kawałeczkiem drewna.
- Coś się stało? - szepnął do mnie Kazuma
- Nie, nic... - odkaszlnęłam, ale szybko zamilkłam. Nauczycielka patrzyła na nas. Ona wyczuwa strach... Przeciągnęłam się i ziewnęłam. Podparłam głowę na rękach. W końcu zadzwonił dzwonek. Resztę lekcji przeżyłam bez problemu.
- Masz może ochotę iść ze mną na kawę? - zapytał Kazuma - Dawno nigdzie nie wychodziliśmy razem.
- No nie wiem... - przewróciłam oczami - Mogę..
Byłam głodna, ale muszę się powstrzymywać.
- Cieszę się, tutaj w pobliżu jest kawiarenka. Idziemy tam?
Raczej nie mam wyboru..
- Oczywiście - uśmiechnęłam się
Kazuma zadowolony spakował ostatnie książki i wyszedł z budynku szkoły. Ja za nim. Poszliśmy do kafejki, gdzie zamówiłam kawę, a mój towarzysz domówił kanapki. Jak on może to jeść.. Na zamówienie długo nie czekaliśmy. Kilka chwil później kelner przyniósł nam zamówienia. Zaczęłam popijać wolno kawę.
- Na pewno nie jesteś głodna?
- Przecież wiesz, że nie, zjem coś w domu - mruknęłam
Kazuma skrzywił się po czym podsunął mi kanapkę pod nos.
- Wiem, że chcesz! - uśmiechnął się szeroko
No co miałam zrobić? Ugryzłam. Od razu połknęłam, ale pozornie starałam się udawać, że to żuję.
- I jak? Smakuje ci?
- Tak, przepyszna - warknęłam
Dzień się powoli kończył. Kazuma zaproponował, że odprowadzi mnie do domu. Przecież ja powinnam bardziej odprowadzać go. Pod moim domem zostawił mnie i odszedł. Trochę się o niego bałam, mam nadzieję, że nie umyśli mu się coś i wróci przez jakąś główną ulicę, a nie boczną dzielnicę. Przytuliłam go na pożegnanie. Tak po przyjacielsku oczywiście. Jeszcze przez chwilę śledziłam go wzrokiem, po czym wróciłam do pokoju. Zostawiłam plecak i wzięłam swoją maskę. Przyszła pora na polowanie. Uśmiechnęłam się do siebie i wyskoczyłam z pokoju przez okno. Na
mojej 7. dzielnicy nie jest ciężko kogoś upolować, ale dziś nie miałam szczęścia. Łaziłam tu i tam. Ludzi było jak zwykle w bród, jednak na środku ulicy nikogo nie złapię. Weszłam w boczną alejkę  lekko wkurzona i coraz bardziej traciłam nad sobą kontrole, Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę. Wysoki mężczyzna uśmiechający się do mnie złośliwie. A więc jakiś zboczeniec, tak?
- Co, panienka, robi tak sama? - usłyszałam jego dziwny głos
Odwróciłam się twarzą do niego. Zobaczył maskę i cofnął się, zdając sobie sprawę kim jestem. Za późno na ucieczkę. Mój Kagune już dawno ukazał się w pełnej okazałości. Skrystalizował się i kilka strzał i mężczyzna był mój. Ciepła, słodka krew nadawała pysznego smaku mojej ofierze. Po skończonym posiłku wróciłam do pokoju. Jutro była sobota, więc muszę iść do pracy.
Rankiem przeciągając się założyłam czyste ubrania, nie upaprane krwią. Wyszłam do pobliskiej pizzerii. Założyłam mój fartuszek i zaczęłam zbierać zamówienia. Tak do nocy, bo pizzeria jest czynna do 22. Roznoszę zamówienia, przyjmuję je, nic nowego. Każdy dzień tak wygląda, zabawa rozpoczyna się nocą. Gdy wszyscy ludzie wyszli, Ghule mieszkające w pobliżu zostały jeszcze na kawę. Taisho siedział samotnie przy stoliku popijając ją. Ryunosuke siedział z Tazuną. Na szczęście trzymali się ode mnie z daleka. Tai pomagała mi parzyć kawę. Arya wraz z Kayoko weszły do budynku ostatnie. Przyniosłam im kawę. Brakowało tylko jednego. Ereden zapewnię siedzi w biurze. Kayoko  spojrzała na mnie z pogardą, gdy oznajmiłam reszcie, że idę zanieść mu kawę. Szłam wolnym krokiem przez puste korytarze, aż dotarłam do biura. Mechaniczne drzwi były otwarte.
- Cześć, Ereden - przywitałam się
- Um.. Cześć.. - odwrócił się gwałtownie w moją stronę
Podałam mu filiżankę.
- Zaraz wszyscy wychodzimy do klubu, idziesz z nami?
<Ereden?>